niedziela, 21 września 2014

Wegański fastfood i korpo.

STAY GOLD OR SELLOUT?

Ostatnio w necie głośno jest o dwóch akcjach. Pierwsza dotyczy bezmięsnej kanapki w McDonalds (opcja wydaje się dość prawdopodobna bowiem takie kanapki serwują w innych krajach w tej sieci) druga to prośba, a może żądanie, wysunięte przez polskich roślinożerców do sieci Orlen, by ta wprowadziła wegańskie hotdogi.

No i BANG! Rozpętało się piekło. Że polscy mięso/wszystkożercy poczuli się wykastrowani i pozbawieni prawa do parówy, nie zdziwiło mnie wcale. Nie wiem czemu tak jest ale tak jest, że jedzenie odbieramy bardzo personalnie. Mój tata kiedy usłyszał, że eliminuję nabiał urządził histerię, że nigdy już nie pójdziemy do normalnego miejsca na kawę. Czemu nagle zaczęło go obchodzić czy piję białą czy czarną i czy nie pójdę z nim na szklankę wody, pozostanie dla mnie tajemnicą, ale było faktem. Podobnie zachowała się część internetowego świata, która otwarcie gardzi roślinożercami - że co to ma być i my nie domagamy się steków w waszych knajpach. 

Spoko, Orlen jednakże nie jest Steakhousem. Jest siecią stacji benzynowych, na których zatrzymują się różni ludzie, w tym podróżujący wegetarianie i weganie. Odpieranie zarzutów przeciwko akcji myślę, że sobie odpuszczę bo mniej lub bardziej wprawnie argumenty wyczerpał TEN POST. Mięsożercy nie są dla mnie problemem. Problemem są wciąż jednak inni roślinożercy. Podobnie jak kobiety w środowiskach kobiecych, są w stanie ciągle sobie dowalać (WTF?) tak samo roślinożercy są dla siebie dość podli i wredni.

Jeśli naszym argumentem jest to, że parówka sojowa nie zmusza mięsolubnych do rezygnacji z mięsa, tak samo chciałabym nieśmiało zauważyć, parówka sojowa na stacji benzynowej, nie zmusza nikogo do skonsumowania jej. Chcesz jeść zdrowo i na medal? Ależ gotuj sobie, przygotowuj w domu i noś po tysiąc pudełek. No problem. Czy ja bym jadła hotdogi na stacji Orlen? Normalnie - nie. W podróży? Zwłaszcza takiej przedłużającej się niespodziewanie i nieplanowanie - tak. Nie jestem ortorektyczką. Mogę od czasu do czasu zjeść coś fuj. Co więcej, znam bardzo wiele osób, dla których kluczowym argumentem do przechodzenia na wegetarianizm jest niedostatek alternatyw w stosunku do empatii. Nie chce nikogo oceniać bo może poczułabym się lepiej, ale też nie chcę być oceniana. Jeśli ktoś lubi zjeść fastfooda, ceni zwierzęta ale jego motywacje nie są wystarczające - ten cholerny fastfood pozwoliłby mu powiedzieć TAK. Poza tym, kto o zdrowych zmysłach zjadłby parówkę z MOM mając do wyboru roślinny zamiennik? Pewnie większość ludzi ale nie tacy brzydzący się pokarmem niewiadomego pochodzenia jak ja ;) Nie lubię jeść nawet obcych kanapek. Gdybym jadła mięso, wolałabym jednak zmieloną soję niż zmielone oczy i inne odpadki z rzeźni. Może takich osób jest więcej?

No i na końcu, powiem to co mówię zawsze, tu chodzi o terytorium. Jako osoba na diecie roślinnej chcę mieć alternatywę. Chcę żeby się ze mną liczono. Chcę żeby brano mnie pod uwagę bo mam pieniądze i nimi głosuję. Dlatego lubię kawiarnie gdzie dają mi do wyboru mleko sojowe. Jak dają je w tej samej cenie co tradycyjnie, jestem w niebie. Tak, jesteśmy tu. Jesteśmy tu, nie jemy zwierząt, chcemy mieć wybór, liczcie się z nami, bo chcemy Wam zostawić swój hajs. How simple is that?

P.S Celowo nie kontynuuję tematu ludzi z gatunku "ojej może to wegańskie ale to takie niezdrowe". Serio? Czy ja mam 5 lat? Czy nie mogę chcieć być weganką ze zbyt wysokim cholesterolem? Leniwą weganką? Pozbawioną zmysłu estetycznego i poczucia smaku weganką? Czy muszę mieć te same priorytety co Ty? Czy weganizm musi wymuszać na mnie samodzielne przygotowywanie posiłków? Czy musi być pracochłonny? A może może być syfiasty i łatwy? Może mam swój rozum? Może to tylko moment przejścia? A może chwilowy wyskok, który uchroni mnie od powrócenia na drogę usłaną miłością do parówek? I czy to, roślinożerco, na pewno Twoja sprawa, mówić mi, jak mam jeść w ramach mojej empatii, obrzydzenia do mięsa lub czegokolwiek co motywuje mnie do wybierania roślinnych alternatyw? 

Bądź świadom - niczym tak nie psujesz nam opinii, jak byciem męczybułą kaznodzieją, który chrzani, że szanujący się "weg" nigdy nie zje "xxx". Jeśli jesteś tego typu osobą, z pewnością spodoba Ci się mój pełen inspiracji POST, o tym jak wkurwić innych swoim wyborem dietetycznym. See you in hell ;)


sobota, 20 września 2014

PIKANTNE NALEŚNIKI Z SOCZEWICĄ



O tym jak wspaniała jest ciecierzyca pisałam już TU. Teraz od teorii przechodzimy do praktyki. Ciecierzyca będzie teraz gościć na moim blogu głównie pod postacią mąki besan. Wszystko zaczęło się od wpisu jak samemu zrobić mąkę na TYM blogu. I jest to sposób najtańszy ale niekoniecznie najlepszy. Ja nie dysponuję fantastycznym sprzętem więc mieliłam ciecierzycę w młynku do kawy. Zajęło do dużo czasu i było uciążliwe bo w młynku można mielić tylko małe porcje. Przy następnej okazji postanowiłam mąkę po prostu kupić. W Kuchniach Świata zapłaciłam za nią 15zł za kg i jest to dobra cena ponieważ mąki używam stosunkowo rzadko a ta jest bardzo wartościowa.

Co musicie wiedzieć o mące z ciecierzycy - wspaniale skleja, dzięki tym właściwościom nie potrzebujecie dodawać jajek do naleśników czy placuszków, świetnie nada się też, do formowania kotletów lub jako panierka. Jest oczywiście bezglutenowa a jej smak określiłabym jako orzechowy. Dania przyrządzone z mąki besan są bardzo sycące a przepis, którym chcę się z Wami podzielić dostarcza dużej ilości białka.


NALEŚNIKI:

1 szklanka mąki z ciecierzycy
1 szklanka wody gazowanej
2 łyżki dowolnego oleju
1 płaska łyżeczka kurkumy (opcjonalnie)
1/2 łyżeczka soli


Wymieszać składniki na gładką masę. Pozostawić w lodówce na minimum godzinę. Smażyć na dobrej, odpornej na przywieranie, posmarowanej tłuszczem patelni.

* Ja zamiast klasycznych naleśników, których nie potrafię usmażyć, smażę takie placuszko-naleśniki, które potem składam na pół, trochę po meksykańsku.

FARSZ:

- 1 szklanka soczewicy czerwonej - ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu
- 2 pomidory - pokrojone w cząstki
- 1 czerwona papryka - wypestkowana i pokrojona w cząstki
- 2 ząbki czosnku  - wyciśnięte
- woda

PRZYPRAWY:

słodka papryka, kurkuma, chilli w proszku, kminek indyjski, sól,

Na patelni na oliwie smażymy pomidory z papryką i przyprawami. Kiedy pomidory rozpadną się i puszczą sok a papryka zmięknie, dodajemy czosnek i soczewicę. Smażymy aż soczewica rozpadnie się i utworzy z papryką i pomidorami miękką masę.

Ew. doprawiamy jeszcze do smaku.


Nakładamy farsz na połowę naleśnika i składamy go na pół. Serwować od razu po przygotowaniu. Wybaczcie jakość foci ale nie sposób było zrobić obecnie lepszej a przepis jest tak zacny, że po prostu musiałam zostawić go tu dla potomności. Albo dla siebie, jak będę szukać pomysłów co można smacznego upichcić.

wtorek, 16 września 2014

BOHATERKA TYGODNIA: CIECIERZYCA



Nie wiem jak bardzo lubicie rubrykę BOHATER TYGODNIA ale powinniście bardzo :) A to dlatego, że mogę zaprezentować Wam szczególnie wartościowe lub po prostu moje ulubione produkty spożywcze, które normalnie moglibyście zlekceważyć. Dziś będzie o ciecierzycy zwanej inaczej grochem włoskim lub też błędnie cieciorką - na co ciągle zwracacie mi uwagę i gdybym miała płacić złotówkę za każdym razem kiedy mnie na tym złapiecie, byłabym już goła jak święty turecki.

Jeśli nie czytacie o bohaterach tygodnia to radzę Wam dla cieciorry zrobić wyjątek bo to właśnie z niej nauczę Was niedługo przygotowywać maseczkę, peeling, przekąskę i... tofu!

Ciecierzyca ma słodki, lekko orzechowy smak i typową dla strączków, mączystą konsystencję. Można z niej wyczarować cudowne pasty do chleba (w tym ten jakże sławny hummus) jeść na zimno w sałatkach lub dodawać do dań z ryżem. Dla mnie jest bardzo plastycznym składnikiem mojej kuchni. Sama w sobie jest delikatna i pyszniutka, połączona z czymś, łatwo przybiera jego smak a w dodatku jest sycąca.

WITAMINY I MIKROELEMENTY i inne dobra:

- fosfor
- potas
- cynk
- B9 i B6
- żelazo
- magnez 
- błonnik
- duża zawartość białka

Jeśli choć trochę pamiętacie jakie witaminy i składniki mają wpływ na co, wiecie już, że ciecierzyca będzie Waszą przyjaciółką w walce o piękną skórę, paznokcie, włosy a także doskonałym źródłem białka.

A w archiwum bloga znajdziecie kilka przepisów z ciecierzycą. Nie mogę się doczekać aż sprzedam Wam mniej konwencjonalne zastosowania tych cudownych groszków. Stay tuned!

piątek, 12 września 2014

PRYWATNE.


Hej cześć! Ostatnio mimo jesiennej aury mam głowę pełną pomysłów na blogowanie. To kieruje mnie też ku myślom jak mogę wycisnąć na pisanie więcej czasu. Mam ochotę pisać posta dziennie i mam tyle fajnych rzeczy, którymi chce się podzielić, że czasem mam wrażenie, że wybuchnę. Póki co odganiam chandrę soczyście różowym płaszczem. Wierzę w różowy. Potem będę odganiać chandrę witamina D. Ale i tak mam nadzieję o wszystkim tym pisać... więc podążajcie za czarnym królikiem. A propos czarny - moje włosy są już w 150% naturalne. Chyba nie było czego się bać? 


 

Byłam ostatnio ze znajomymi na sushi. Kocham sushi i bardzo kocham Kraków za to, że umożliwia mi zjedzenie takowego w wersji wegetariańskiej i wegańskiej w knajpie tylko dla niemięsożernych. Mowa oczywiście o Pod Norenami. Jeśli będziecie kiedykolwiek w Krakowie polecam wpaść tam na pyszną zupę galangalową, wspaniałe danie drugie z "wołowiną" lub "kurczakiem" i sushi z choya plum - słodkim śliwkowym winem podawanym na lodzie. Polecam uramaki z chrupkami z tempury. W ogóle miałam zrecenzować to miejsce już kilkukrotnie ale ciągle nie mogę zrobić odpowiednich fot. Jedno jest pewne - nie jadłam w Krakowie azjatyckiego jedzenia spod ręki Pawła Albrzykowskiego lub jego uczniów, które byłoby niesmaczne. Minusem są wysokie ceny no i fakt, że nie ma karty stałego klienta. To skutecznie zniechęciło mnie do Noren ale nie na tyle, żebym nie chciała spędzić tam kilku wieczorów raz na jakiś czas.

P.S Brownie z musem malinowym...


Moja młodsza siostra podarowała mi piękną sukienkę! Szkoda, że sezon na gołe nogi już się kończy. Nie spieszy mi się do czapek i szalików :(


Wiem, że nie wyglądam ale naprawdę, jestem mało asertywną osobą. Impulsywną ale mało asertywną. Powiesiłam sobie ten obrazek w kuchni żeby pamiętać, że w kaszę nie dam sobie dmuchać. A potem, żeby nie dać sobie w nią dmuchać. Polecam Wam to samo. Na pewno lepsze to niż kiszenie w sobie i na koniec zrobienie spektakularnego kaboom - co niestety jest czasem nadal moim sposobem.


Jestem niebezpiecznie zakochana. Rok po poznaniu obiektu zakochania. Tak mnie nagle coś napadło ze zdwojona siłą. Teraz jestem już pewna - jesień idzie. Jesienią zawsze zbiera mnie na amory :)


W tym roku byłam nad jeziorem tylko raz. I wcale nie z Sarenką. Zeszłe wakacje były pełne słońca i czasu wolnego. Te już minęły a ja oprócz openera... nie zrobiłam prawie nic. Ciągle pracowałam!


Z cyklu ostatnio jedzone: pieczone ziemniaki z kminkiem indyjskim i curry.


Było o sushi, teraz o kawiorze. Kawior w Ikea jest wege - zrobiony z glonów i roślinnej żelatyny. Pewnie agar czy coś - jedliście? Ja jeszcze nie.

 

 A właśnie... czy dla Was też nowy katalog Ikea jest tak wyczekiwanym elementem końca lata? Dla mnie plasuje się na drugim miejscu zaraz po nowym sezonie mojego ulubionego serialu Sons of Anarchy. Uwielbiam urządzać mieszkania!



Ostatnio mimo chłodnych poranków zrobiłam sobie dzień dziecka i w ramach śniadania w drodze do pracy spałaszowałam domowe lody truskawkowo kokosowe. Fajnie pobyć dzieciuchem raz na jakiś czas.


Skręcamy. No dobra... on skręca. Ja wspieram duchowo ;)



 Wiecie co to jest biznes mandala? Planuję kolejne posty między innymi wywiad z Agata Dutkowską, założycielką Latającej Szkoły dla Kobiet. Prawienie komplementów Agacie jest bajecznie proste bo spotkania z nią są jak najświeższe zakochanie. Po prostu wyrastają skrzydła! Mam nadzieję, że Agata będzie mieć wiele dzieci i wszystkie odziedziczą ten gen :)



Niezbędniki poranne. Kindle i szejk śniadaniowy.




 Byliśmy na zawodach rolkowych na PTG. Bardzo lubię Katowice.


 Owsianka na Rossmanowskim mleku? Weganizm nigdy nie był tak przekonywujący :)



A w ogóle to i ja postanowiłam nauczyć się jeździć na rolkach. A potem przesiąść się na wrotki. I robić coś więcej niż smętnie się odpychać. Mam nauczyciela więc liczę, że będę śmigać.


A co tam u Was dobrego ostatnio?

czwartek, 11 września 2014

OLEJ TAMANU na niedoskonałości.


Chciałabym należeć do grupy osób, które z "niespodzianek" wyrosły wraz z nastoletnim wiekiem. No cóż, jeśli chodzi o mnie, płynnie przejdę z niedoskonałości w zmarszczki bo z powodów hormonalnych ZAWSZE przed miesiączką moja twarz wygląda jakbym znów miała 13 lat. Nienawidzę tego bo nie dość, ze pimple przedokresowe są wyjątkowo bolesne i czerwone to na dodatek zostawiają przebarwienia, nawet jeśli są tylko wewnątrz skóry. To z kolei sprawia, że nawet jak się zagoją, kiepsko wyglądam bez makijażu. Tyle tytułem wstępu. 

Tytułem rozwinięcia: miałam wiele, wiele lat, żeby przetestować różne sposoby radzenia sobie z tymi nieprzyjemnymi niespodziankami. Żele punktowe uznanych firm, tysiąc sposobów demakijażu, pasty cynkowe i inne. Wszystko mniej lub bardziej skuteczne. Raczej mniej niż bardziej. Najgorzej wspominam żele punktowe bo wysuszały, robiły suche skórki i właściwie w ogóle nie pomagały. 

Na drugim miejscu jest olejek z drzewka herbacianego, o którym napiszę innym razem. Na pierwszym miejscu jest jednak ON i tylko ON.

OLEJ TAMANU

Olej tamanu pozyskiwany jest z drzewa, które rośnie w Azji, Afryce i na wyspach Pacyfiku. Więcej nie musicie wiedzieć. Ważne jest to, że ma działanie:

- przeciwzapalne
- gojące
- antybakteryjne
- przeciwgrzybiczne
- antywirusowe
- redukujące blizny
- antybiotyczne
- regenerujące skórę
- antyoksydacyjne

wyczytałam też, że: przeciwbólowe, przeciwreumatyczne - czego nie wiem bo nie miałam okazji sprawdzić.

Co interesuje Was również - jest piekielnie skuteczny, dość drogi 15ml to ponad 10zł i wali (jeszcze raz: wali, śmierdzi, cuchnie) kostką rosołową czy inną wegetą.

Cena i zapaszek bledną jednak przy jego szerokim zastosowaniu. Nałożony punktowo na pryszcze, zadrapania, podrażnienia - goi je błyskawicznie i widocznie, nie przesadzę jeśli tak powiem. Stosuję go zarówno na niedoskonałości skóry jak i "ogólnie" dodając do kremu lub oliwki, którą czasem smaruję twarz. Podrażnienia po goleniu nie są problemem, nawet otarcia w miejscach no cóż, bardziej niż intymnych spokojnie znoszą regenerujące działanie olejku! Nie będę Wam dawać porad w stylu "nie idź do gina, na kobiece infekcje zastosuj olejek tamanu" bo jednak uważam, że dobrze jest poznać przyczynę infekcji i dobrać leczenie ale przy delikatnych pierwszych objawach - jak najbardziej.

Wieść gminna niesie, że pomaga też przy liszajach, opryszczkach czy grzybicy paznokci - nie wypowiem się na ten temat  bo nigdy nie miałam okazji stosować go w ten sposób za to przesuszone czy pęknięte od tuneli uszy wprost go kochają.

DOSTĘPNOŚĆ: Coraz częściej stacjonarnie w sklepach takich jak Organique, Pease itp. We wszystkich sklepach z półproduktami kosmetycznymi online.